piątek, 11 maja 2018

Pięć rzeczy, przez które każdy książkoholik czuję się trochę winny [vol.2]



She reads books as one would breath air, to fill up and live
1. Przeprowadzanie się do nowego miejsca zamieszkania i uświadomienie sobie dopiero ogromu posiadanej kolekcji książek – ostatni raz przeprowadzałam się kilka lat temu, gdy własnych książek miałam o ¾ mniej niż obecnie a i tak było z tym strasznie dużo zachodu. W tym roku planuje kolejną przeprowadzkę i szczerze? Boje się jej. Nie chce zostawiać żadnych książek, ani schować do pudeł i oddać na przechowanie rodzicom, ale… nie wiem, czy taka konieczność nie wystąpi.

2. Czytanie jednej i tej samej książki tyle razy, że wygląda jakby przeszła w życiu o wiele więcej niż dotyk ludzkich rąk – bardzo dbam o swoje książki, nieprzesadnie, ale jednak staram się, by wyglądały ładnie mimo upływu lat, a mimo to posiadam książkę, którą czytam kilkanaście razy w roku i która szczerze mówiąc wygląda tragicznie… Rogi kartek zaginane tyle razy, że już nie sposób ich do końca wyprostować, kilka plamek po jedzeniu a nawet kawałek oderwanej kartki. Pocieszam się myślą, że ma wiele lat, i przeżyła nie tylko mnie.

3. Wymyślanie wymówek, byle tylko nie pożyczyć komuś książki z obawy przed jej zniszczeniem – rzadko mi się to zdarza, bo zazwyczaj proszę mnie o to dobrzy znajomi, których znam i wiem, że będą o nie pożyczone książki dbać, aczkolwiek w pełni rozumiem ludzi, którzy wcale bądź niechętnie użyczają swoje zbiory innym.

4. Ocenianie książek po okładce – to bardzo złe i wiele można stracić, gdyż nierzadko interesujące pozycje wydawane są po prostu brzydko, aczkolwiek jak już na przykład mam wybierać między zwykłą okładką wydawniczą a tą inspirowaną filmem powstałym na bazie książki, to zawsze wybiorę tę pierwszą.

5. Porównywanie pierwowzoru literackiego do powstałego na jego podstawie filmu – wiadomo, ważne jest tutaj to, czy film jest ekranizacją czy adaptacją, aczkolwiek i tak w obu przypadkach oczekuje dobrych efektów końcowych. Niestety, dość często jestem zawiedziona… ale zdarzają się i perełki, które swym wykonaniem podbijają moje serce o wiele bardziej niż sama książka.

To kolejna odsłona książkowych grzeszków - pierwszą znajdziecie tutaj. I jak macie podobne przewinienia na sumieniu? 😈😉

36 komentarzy:

  1. U mnie jednak okładka się liczy, oczywiście w tym wymiarze, że to pierwsze wrażenie, może przyciągnąć do książki lub nie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jednak najpierw patrze na okladke ale juz sie przekonalam ze nie zawsze ma ona znaczenie

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mam tylko 1 i 3, z resztą sobie radzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja przeprowadzałam się jakieś dwa lata temu, miałam już wtedy dość pokaźny zbiór książek. Mój mąż na głowę dostawał jak miał to wszystko przewieźć i jeszcze moje ciągłe uwagi "uwaga, ostrożnie, bo je zniszczysz" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie popełniam żądnego z tych grzechów - chyba za mało mnie z książkoholika ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jedyna osoba, której pożyczam książki to mój chłopak:D dla mnie książka to świętość i nie rozumiem jak można wyginać okładkę, albo zaginać rogi kartek

    OdpowiedzUsuń
  7. Punkt piąty zdecydowanie tyczy się mnie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam wszystkie oprócz pierwszego ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z 1 punktem zgodzę się najbardziej :D 2 miesiące temu przeprowadzałam się do nowego mieszkania i dotarło do mnie ile mam książek. Szybka wycieczka do Ikei. Mieliśmy kupić 1 regał a wyjechaliśmy z dwoma (na długo nie starczyło) :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się! Chyba jestem zaawansowanym książkoholikiem :p

    OdpowiedzUsuń
  11. Wczoraj leżąc na kanapie zaczęły nachodzić mnie dziwne myśli... patrzyłam na moją kolekcję książek i zastanawiałam się, czy to nie przypadkiem jakaś choroba psychiczna XD na szczęście przeszło mi, bo dziś już się zastanawiałam nad zakupem kilku książek, których mi brakuje, a które NAPRAWDĘ potrzebuję XDD Świetny post! Guilty!

    Pozdrawiam,
    Książkowa Przystań

    OdpowiedzUsuń
  12. Mi się zdarza ocenić książkę po okładce. No i mam opory w pożyczaniu książek. Chociaż i tak już mniejsze niż np. kilka lat temu. Może to trauma po tym jak pożyczyłam książkę i nie wróciła już do mnie. :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo niechętnie pożyczam książki, udostępniam je tylko osobom szczególnie mi bliskim. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawe spostrzeżenia 😄 ja gromadzę ale nie przywiązuje się do książek, chętnie pożyczam i nie drżę kiedy zostanie zwrócona. Faktem jest, że gdy się przeprowadziłam zostawiajac swój księgozbiór bardzo szybko musiałam zgromadzić nowy dom bez książek jest... dziwny? 😄

    OdpowiedzUsuń
  15. Przyznaję się, oceniam książki po okładce. Jeśli książka ma głupkowatą grafikę tytułową, jest małe prawdopodobieństwo, że trafi w moje ręce.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie warto oceniać książki po okładce możemy sie nabrać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Swego czasu nie miałam oporów przed pożyczaniem książek. Sytuacja ta zmieniła się wówczas, gdy książka wróciła do mnie w naprawdę opłakanym stanie. Od tamtej pory "szukam wymówek" ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj, tak, nie pożyczam książek!

    OdpowiedzUsuń
  19. Hmm, trochę grzechów chyba mam, ale niewiele :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie mogę się zebrać do przemeblowania salonu, bo wiąże się to z przełożeniem całej biblioteki, a co dopiero przeprowadzka! ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. A wiesz co? Rzeczywiście często wybieram książkę patrząc na okładce, mimo wszystko sporo ona potrafi powiedzieć o wnętrzu.

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo fajny jest ten wpis :D Chyba trochę tak mam!

    OdpowiedzUsuń
  23. co do 2 - może moje ulubione tytuły nie są bardzo zniszczone, ale zdecydowanie widać, że są ulubionymi :)
    jeśli nie mam natomiast konkretnej książki, a mam ochotę cos poczytać - to niestety, sugeruję się okładką :P

    OdpowiedzUsuń
  24. Punkt piąty. Grrr. Kiedy film rozjeżdża się z fabułą książki, chodzi mi tu o zmienianie ważnych faktów to dostaję nerwów. Na szczęście istnieją perełki, które łagodzą ten ból 😂😂

    OdpowiedzUsuń
  25. Co do zasady, nie pożyczam książek. Wyjątkiem jest moja mama, ale do niej mam pełne zaufanie. Nie potrafię jednak wielokrotnie czytać tej samej książki - raz wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
  26. Też mam już imponującą kolekcję i przy przeprowadzce pewnie będę musiała wynająć ciężarówkę. A co do oceniania po okładce - lubię ładne okładki, ale musi mnie też zaintrygować tytuł, żebym jaką książką zainteresowała się bliżej :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Niestety oceniam ksiazki po okładkach,a to mój bląd

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja popełniam grzech oceniania po okładce, a raczej po całej formie...uwielbiam ładnie i dobrze wydane książki, takie, które dobrze mi się trzyma w ręce, pachną farbą drukarską, papier jest przyjemny dla palców, a jeśli mówimy o książkach dla dzieci, to obowiązkowo cudne grafiki :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Punkt 4 dotyczy także mnie :) Czasami oceniam po okładce

    OdpowiedzUsuń
  30. Mnie dotyczą na pewno punkty 1 i 2. Przeprowadzki nie są łatwe, ale mam swoje sposoby, żeby nie było koszmarnie ;) A książki, do których wracam - no cóż, widać po nich upływ czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Świetnie napisane! szczególnie to okładkach ;-) Bloga zaobserwowałam i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie mam w ogóle oporów przed pożyczeniem książek, serio, po co się mają kurzyć na półce... Ale przeprwoadzki to musi być męka!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za czas poświęcony na przeczytanie tego posta i zapraszam do podzielenia się swoimi odczuciami :)



Z polityką prywatności można się zapoznać w zakładce "BLOG" w menu głównym.