piątek, 21 lipca 2017

Good wingman, czyli „Ta ostatnia noc”. [2014]



     „Dobry skrzydłowy to podstawa każdej udanej randki” – tą mądrość życiową przekazał mi kiedyś mój kolega a ostatnio przypomniałam sobie o niej w trakcie oglądania tego oto filmu. Owszem, wiedziałam, że istnieje coś takiego jak dobry kumpel, który pomoże facetowi wyrwać jakąś fajną pannę albo najlepsza koleżanka, która zrobi wszystko byle byś poznała tego czarującego mężczyznę, który tak ci się podoba, jednak w całą tą filozofię bycia skrzydłowym nigdy się nie zagłębiałam.

     „Ta ostatnia noc” to remake starszego filmu, jednak więcej chyba jest w nim różnic niż podobieństw – nie chodzi nawet o samą fabułę, a raczej o to, co widzimy na ekranie. Akcja toczy się wśród afroamerykańskiej części społeczeństwa, więc wszechobecna jest żywa gestykulacja, mimika i charakterystyczna wymowa, co ja akurat uwielbiam. 
     Wszystko zaczyna się od podwójnej randki, na którą Bernie zabiera swojego najlepszego przyjaciela Danny’ego, by ten mógł poznać jego dziewczynę, Joan, oraz jej współlokatorkę Debbie. I tak na ekranie widzimy jedną parę, której zdecydowanie przydałby się pokój w hotelu, ale w końcu kończy w publicznej łazience oraz drugą, która nie do końca wie, co z tym fantem zrobić. Skrzydłowy nigdy nie przestaje pracować, nawet, jeśli o tym nie wie – zachowanie Bernie i Joan zbija ich przyjaciół z tropu do tego stopnia, że oboje postanawiają odpuścić sobie resztę wspólnego wieczoru i wyjść a to doprowadza do tego, że sami lądują ze sobą w łóżku.  

     W gruncie rzeczy ten film mówi po prostu o tym jak na randki i na późniejszy ewentualny związek patrzą mężczyźni a jak kobiety i czego oczekujemy od siebie nawzajem. Jedna para jest szalenie ekscentryczna i wybuchowa, co widać po ich zachowaniu, druga natomiast idzie typową ścieżką rozwojową związku.

     O ile między grającymi Danny’ego i Debbie aktorami czuć taką naturalną chemię, która przykuwa uwagę widza mimo tego, że rozwój ich związku można przewidzieć, to zdecydowania na ekranie rządzą Regina Hall i Kevin Hart, którzy sprawiają, że film ten jest właśnie komedią - no bo jaka para gra w papier, kamień, nożyce o to jaką pozycję seksualną przyjmą? 😂


     Ostatnimi czasy często natrafiam na komedie romantyczne, których akcja dzieje się w afroamerykańskiej społeczności i muszę powiedzieć, że jest to bardzo odświeżające po tych wszystkich standardowych „białych” filmach tego typu. Polecam wszystkim razem i każdemu z osobna, obejrzeć ten film, bo choć fabułą nie rzuca na kolana to jednak pozwala się pośmiać.  

1 komentarz:

  1. Na pewno nie jest to arcydzieło kinematografii, ale jako film na rozluźnienie - dlaczego nie? Brzmi ciekawie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za czas poświęcony na przeczytanie tego posta i zapraszam do podzielenia się swoimi odczuciami :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...