środa, 1 marca 2017

Richard Paul Evans „Szukając Noel”.



      Wiara w anioły jest podstawą wielu religii, a wierzący w nie ludzie ufniej podchodzą do wyzwań, jakie stawia przed nimi codzienność, wiedząc, że nad ich losem czuwa ktoś wyjątkowy. Każdy z nas, bowiem pragnie wierzyć, że w gorszych chwilach będzie przy nas ktoś, kto pozwoli nam je przetrwać i sprawi, że na nowo zobaczymy sens naszego życia. Mamy świadomość, że istot tych raczej nigdy nie będzie nam dane zobaczyć na własne oczy, więc całą naszą ufność w nich pokładaną opieramy na przeświadczeniu, że istnieją. Zdarza się jednakże tak, że „(…) anioły czasem przebierają się za ludzi i schodzą na ziemię”. W tę prawdę Mark uwierzył w dniu, w którym poznał Macy, w dniu, w którym wszystko zaczęło się zmieniać.
   
      Marka poznajemy w dniu, kiedy to zimny, listopadowy wieczór zagonił go w poszukiwaniu ciepłego kąta do pewnej kawiarni, zaraz po tym jak samochód odmówił mu posłuszeństwa w drodze do domu. Tam właśnie poznaje pewną dziewczynę o nietypowym imieniu, Macy, która twierdzi, że „nic nie goi ran na duszy lepiej niż gorąca czekolada”. Nie wiadomo, czemu z pozoru zwykłe pytanie o samopoczucie zadane przez obcą mu osobę sprawiło, że pękła w nim tama powstrzymująca długo tłumione emocje. Opowiada on o swoim życiu – o Alabamie, z której pochodzi i w której miał narzeczoną, o studiach na Uniwersytecie Stanowym w Utah, które musiał przerwać z powodu problemów finansowych oraz o rodzicach… O ojcu, z którym nie czuje żadnej więzi oraz o matce, która była dla niego zawsze opoką, a o której śmierci dowiedział się już po pogrzebie. Jak z czasem się dowiaduje, nie tylko jego życie nie jest usłane różami. 

      Macy pracuje w miejscu, którego właściwej nazwy nie umiałoby wskazać większość jej gości. Tam poznaje Marka, który z dnia na dzień staje się jej coraz bliższy i to z nim dzieli się swoim marzeniem – pragnie odszukać siostrę, z którą przed laty została rozdzielona. Poznanie jej historii, a więc śmierć chorej na nowotwór matki, oddanie przez ojca narkomana do adopcji czy oddanie jej pod opiekę pani Hummel, która zdecydowanie nie okazywała jej cieplejszych uczuć, pokazuje, że „(…) podczas gdy ciężkie doświadczenia jednych ludzi hartują, innych pozostawiają złamanych i zgorzkniałych”.

      Moim zdaniem główni bohaterowie są aniołami stróżami dla siebie wzajemnie. Macy odciąga Marka od samobójczych myśli, które krążą w jego głowie od czasu straty najbliższej mu osoby, a on pomaga jej w poszukiwaniach siostry i uporaniu się z bolesną przeszłością. Richard Paul Evans gra na emocjach, co wielu mu zarzuca, jednak czy to nie właśnie one rządzą naszym życiem? Czytając tę książkę uśmiechnęłam się nie raz, wzruszyłam się też nie raz a nawet wkurzyłam, co miało miejsce w momencie, gdy Macy opowiadała o tym jak i dlaczego urzędnik postanowił rozdzielić ją z siostrą.

      Książki tego autora są specyficzne, dużo w nich miejsca jest poświęconych na opisywaniu czegoś, co nazywa się wiarą – w lepsze jutro, w ludzi, w Boga. Jest to jednak zrobione w sposób absolutnie nienarzucający nic czytelnikowi. Każdy z nas może zinterpretować jego książki na swój sposób i wyciągnąć z nich, co najlepsze dla siebie.


„Czasem, jeśli to, czego pragniesz, ma być naprawdę coś warte, musisz o to walczyć.”


Tytuł oryginalny: Finding Noel
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2012
 Ilość stron: 289
Richard Paul Evans „Szukając Noel”.



2 komentarze:

  1. Nie czytałam jeszcze tej powieści, ale wydaje się na naprawdę dobrą. Chętnie się z nią zapoznam jak złapię ją w bibliotece. :) Pozdrawiam
    Osobliwe Delirium

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, nie tylko do tej książki - wszystkie dzieła Evansa są warte przeczytania :)

      Usuń

Dziękuje za czas poświęcony na przeczytanie tego posta i zapraszam do podzielenia się swoimi odczuciami :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...